Szliśmy całą noc i pół dnia, aż w końcu doszliśmy do tej dzielnicy.
Było tam dużo piasku, wydawać się mogło że tu nic nie ma, jednak jak się wejdzie wgłąb powalonych budynków, można się zdziwić. Już mieliśmy wchodzić do miejsca, gdzie miał być Marcus, zatrzymał nas jakiś facet, chyba właściciel albo ochroniarz.
- A wy dzieciaczki dokąd? - spytał z dziwnym uśmiechem mierząc nas wzrokiem, chyba był nieźle naćpany.
- Do Marcusa, jakbyś mógł nas przepuścić, bylibyśmy bardzo wdzięczni. - powiedział Tiago uśmiechając się sztucznie.
- Nie wejdziecie, póki któryś z was nie wypije tego. - powiedział wyciągając z kieszeni płaszcza szklaną buteleczkę z jakimś zielonym napojem.
Chłopak odwrócił się w naszą stronę, po czym stwierdził że to będę ja. Wysunąłem się do przodu i chwyciłem buteleczkę.
- Co to ma być? - spytałem z obrzydzeniem.
- Soczek. - uśmiechnął się podstępnie.
Westchnąłem, nie miałem wyjścia. Wziąłem kilka łyków mikstury, w sumie to nie smakowała tak źle, trochę jak sok arbuzowy. Tiago poklepał mnie po plecach po czym ruszyli do środka a my za nimi. W środku grała głośna muzyka a jedyne światło dawały kolorowe światła.
- Marcus powinien być u góry, w swoim gabinecie, ale nie wiem, zostańcie a ja, Matt i Lisa pójdziemy zobaczyć. Jak by co zatrzymacie go. - zarządził i zniknęli na schodach.
Skierowałem wzrok na lewo i zobaczyłem dziwne rzeczy. Dziewczynę której wypływała krew z oczu, zbliżającą się w naszą stronę.
Położyłem dłoń na ramieniu Olivii.
- Widzisz ją? - spytałem wskazując na dziewczynę.
- Tam nic nie ma. - stwierdziła.
- Jak nie ma? - spojrzałem na nią. - Od kiedy masz... czerwone, nie czekaj, niebieskie włosy? - spytałem mrużąc oczy.
Czułem, jak oczy zaczynają robić mi się czerwone.
- Wiesz co... chyba ten soczek... - nie dokończyłem ponieważ nagle zrobiło mi się czarno przed oczami i upadłem na ziemię tracąc przytomność.
?