- No mam. - powiedziałem pokazując jej pistolet i kilkanaście granatów. - A gdzie teraz idziemy? - spytałem.
- Trzynasta dzielnica, właściciel, Marco podobno ma mapę. - wyjaśniła.
- Nie wiem czy to prawa, ale podobno mapa jest w trzech częściach. Nawet jak on będzie miał, to pozostaną 2 części do znalezienia...
- Skąd wiesz? - przechyliła lekko głowę na bok.
- Byłem przez kilka dni w szóstej dzielnicy, ludzie gadają.
Szliśmy jeszcze kilka godzin, aż nagle Tiago stwierdził żebyśmy odpoczęli gdyż zrobiło się ciemno.
- Nowy, idź poszukać coś do jedzenia. - rzucił blondyn.
- Czemu akurat on? - spytała dziewczyna.
- Niech się przynajmniej do czegoś przyda. - stwierdził uśmiechając się złośliwie.
- Tiago! - zawołała za nim.
- Daj spokój, pójdę. - uśmiechnąłem się lekko i rozejrzałem dookoła.
- Uważaj.
Skinąłem jedynie głową i ruszyłem przed siebie, wdrapałem się na szczyt jakiś skał i kawałek dalej zauważyłem sad. Zerwałem kilkanaście jabłek, w drodze powrotnej wziąłem też jakieś gałęzie.
- Z ciebie to jednak jest idiota. - stwierdził Matt, o ile się nie mylę. - Jak zamierzasz to rozpalić? - spytał.
Po kilku chwilach, mieliśmy już ognisko.
- Czary mary. - uśmiechnąłem się lekko podając im Jabłka.
Położyłem się gdzieś z boku, kierując wzrok na rozgwieżdżone niebo.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz